Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ecolabelling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ecolabelling. Pokaż wszystkie posty

26.02.2012

Ecolabelling do poprawki


Ecolabelling teraz

 Kocham ryby i bez wątpienia jest to jedna z moich najzdrowszych pasji. Ryby trafiły do mojego serca przez żołądek. Ryby są smaczne, ryby są zdrowe. Jednocześnie responsible shopping to dosyć ważna dla mnie sprawa ponieważ zależy mi na tym, żeby to co trafia na mój talerz po drodze do niego nie wyrządzało szkody mojemu otoczeniu. W Polsce ludzi myślących podobnie jest podobno aż 79%, ale decydując się na zakup produktów rybnych tylko 5% kupujących zwraca uwagę na to czy połów konkretnej ryby zagraża środowisku naturalnemu, co zresztą potwierdza smutną tezę, że póki co rynek odpowiedzialnej konsumpcji w naszym kraju to pieśń przyszłości. Zatem uzbroiwszy się we wiedzę zaserwowaną mi przez WWF w poradniku „Jaka ryba na obiad ?” idę do sklepu, gdzie wybieram łososia pacyficznego na którym widnieje certyfikat  MSC Marine Stewardship Council, rekomendowany przez WWF jako ten, który „daje gwarancję, że połowy nie zagrażają przetrwaniu tych ryb”. Wygląda on tak.


 Mogę się już cieszyć z tego, że nie przyłożyłem ręki do nadmiernej eksploatacji łowisk łososia, ale wystarczy zrobić krótki research na temat MSC i można dowiedzieć się, że sporą plamą na wiarygodności organizacji kładzie się sprawa certyfikacji północnoatlantyckich łowisk miecznika. Otóż kanadyjskie łowiska otrzymały „metkę” MSC, po czym okazało się, że na każde 100 kg złowionych ryb tego gatunku przypada 70 kg innych zwierząt morskich (w tym zagrożonych wyginięciem gatunków żółwi i rekinów), które następnie są po prostu wyrzucane. Oczywiście ze zrównoważonymi połowami nie ma to wiele wspólnego i poważnie podkopuje wiarygodność MSC. Przyjrzyjmy się zatem temu jak funkcjonuje model ecolabellingu.  Składają się na niego trzy elementy:
1. Standard, czyli określony przez organizację zbiór wymogów, które muszą być spełniane przez producenta aspirującego do uzyskania certyfikatu tej organizacji.
2. Certyfikacja, czyli poręczenie organizacji, że produkt jest zgodny z przyjętym przez nią standardem.  
3. Label, czyli znaczek, który pozwala wyróżnić produkty spełniające standard spośród tysięcy innych na półce sklepowej.
 Tak mniej więcej ten model funkcjonuje od trzydziestu lat. Początkowo był to system stosunkowo wiarygodny: organizacje non-profit dysponowały zapleczem eksperckim i ideowymi działaczami, których celem było dostarczenie wiarygodnej informacji o produktach spełniających standardy. Układ był prosty i transparentny: organizacje pełniły rolę regulatora na wolnym rynku produktów aspirujących do miana przyjaznych środowisku. Jednocześnie ekologia zaczynała być modna, czego przejawem na scenie politycznej było powstanie ruchu zielonych. Zieloni osiągali pierwsze sukcesy w wyborach parlamentarnych a marketingowcy prawidłowo zinterpretowali ten trend i uznali, że na ekologii da się zarobić. Dzisiaj na rynku funkcjonuje 400 (!) etykiet zapewniających nas, że produkt, który kupiliśmy przynajmniej nie zaszkodzi środowisku naturalnemu. Poniżej kilka znaczków spośród tych czterystu.     
 Jestem jak najdalszy od pozbawiania któregoś z nich wiarygodności. Nie uważam nawet, że powiązanie poszczególnych organizacji z koncernami jest czymś nagannym, ale rynek na którym funkcjonuje czterystu „regulatorów” zamienia się po prostu w swoją karykaturę na której każdy ma praktycznie gwarancję uzyskania miejsca na podium. Przy czterystu znaczkach jest również tylko kwestą czasu kiedy zdarzy się taka wpadka jaka przydarzyła się MSC.

Ecolabelling po poprawce

 Wraz ze wzrostem świadomości konsumentów i rozwojem social media firmom będzie coraz trudniej przekonać ludzi, że są odpowiedzialne ekologicznie. Przekonało się o tym boleśnie Nestlé, które w core strategii odpowiedzialności społecznej wpisało kwestie ekologiczne a wiarygodność firmy została narażona na szwank po głośnej kampanii Greenpeace oskarżającej firmę o wycinanie lasów w Indonezji na skutek czego masowo miały wymierać orangutany. Zamiast znaczka potrzebne będą raporty z przystępnie podanymi rezultatami i wskaźnikami, budowanie relacji z konsumentami, wykorzystanie siły marki do promowania przyjaznych środowisku zachowań. Sam znaczek przestanie zapewne pełnić ważną rolę. Będzie jedynie wisienką na torcie a nie samym tortem.